30 grudnia 2015

22. Cel


PW Pablo
Po tym jak dziewczyna wyszła, szatyn skrył twarz w dłoniach. Jego mina wskazywała na to, że nie wiedział co teraz ze sobą zrobić. Ujawnił jej sekret, zmieszał ją z błotem, przez co teraz czuje wyrzuty sumienia. Od pierwszego razu, gdy go zauważyłem go na przesłuchaniach wydawał mi się dziwnie znajomy. Mój mózg podpowiadał mi, że jego głos i twarz gdzieś już widziałem. Dionisio widział moje zainteresowanie, bo powiedział szeptem:
- Na tobie też zrobił wrażenie?
- Nie chodzi tu o wrażenie. Wydaje mi się, że skądś go znam - poprawiłem, nie odrywając wzroku od chłopaka.

PW Violetty
Ten moment sprawił, że w moje serce została trafiona błyskawica.
Na pierwszy rzut oka, nie mogłam o niczym myśleć. Dokładnie jakby moja głowa została pozbawiona neuronów. Potem, poczułam jakby wielki kubeł zimnej wody spłynął prosto na mnie. Poczułam się zdradzona, a moje myśli składały się z samych nienawistnym szeptów skierowanych w stronę Leona. Wiedział, jak bardzo zależało mi na tej posadzie. Czemu mi ją odebrał? To nie było jego marzenie. Chciał być jak najdalej od telewizji, więc czemu jest na przesłuchaniach? I co gorsza, odsunął od niej mnie.
Poczułam wielki ścisk żołądka, przez co chciałam zgiąć się w pół i wypłakać się na podłodze. Niestety, moje sztywne nogi i ramiona uniemożliwiły mi to. Starałam się iść jak najbliżej do pobliskiej łazienki, by podążający za mną Diego mnie nie dogonił. Dotknęłam delikatnie ręką mojej twarzy i ucieszyłam się myślą, że jeszcze się nie rozpłakałam. W sytuacjach takich jak ta stawałam się bardzo wrażliwa, czego w sobie nienawidziłam.
Doszłam do windy. Mając w głowie mnóstwo myśli, zapomniałam o włączeniu odpowiedniego guzika, który pozwoliłby na otworzenie jej drzwi. Usłyszałam charakterystyczne kliknięcie. Diego zrobił to za mnie. Odwróciłam się do niego plecami. Szłam na bardzo cienkim lodzie i nie chciałam, by ktokolwiek widział jak się rozklejam. Kątem oka zauważyłam, że drzwi windy powoli się rozsunęły. Weszłam do nich pierwsza, a za mną zielonooki. Byliśmy tylko we dwoje. Chłopak co chwilę patrzył się w moją stronę, najwidoczniej zatroskany. A może z litości?
- Które piętro?
Kompletnie nie usłyszałam tego, co przed chwilą powiedział. Byłam zbyt pochłonięta swoimi sprawami. Diego zdawał się to rozumieć, bo szybko nacisnął guzik z namalowaną na nim jedynką.
- Musisz być bardzo zła za to, że ten chłopak dźgnął cię w plecy - zauważył.
Nie miałam ochoty nawiązywać teraz nowe przyjaźnie, ale jego uwaga dała mi trochę do myślenia. Z jednej strony miał rację, ale z drugiej strony było inaczej. Narastający gniew zastąpiło inne uczucie. Zdrady? Niemożliwe. Nagle zaczęłam rozumieć motywy jego postępowania. Powiedział prawdę. Czyż to nie jest potrzebne w pracy dziennikarza? Zatajenie prawdy przecież nic nie wskóra.
Potrząsnęłam głową, nadal nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa. W końcu zebrałam się na odwagę, czując potrzebę wyjawienia tego, co mi leży na sercu.
- Wygłoszenie swojego zdania jest czymś naturalnym podczas debaty. Tylko dlatego, że jego podgląd różni się od mojego nie znaczy, że od razu dźgnął mnie w plecy.
- O co więc chodzi? - W jego tonie głosu nie wykryłam, by uważał mnie za idiotkę. To dobrze. - To z powodu niepowodzenia na teście?
- Nie, tylko... - Chciałam to powiedzieć, ale czułam wielką gulę w gardle. - Chciałam po prostu, by stanął po mojej stronie.
- Po twojej stronie? - powtórzył nieco zaskoczony.
Zrozumiałam wagę słów, jakie wypowiadałam.
- Nie, nie... - zaprzeczyłam szybko, a potem dodałam ciszej i spokojniej - Podczas debaty nie powinno być mojej, ani twojej strony. Jego zdanie powinno różnić się od mojego. W teorii. A w praktyce, chciałam, by Leon po mojej stronie. Ponieważ to Leon, a nie kto inny, ja automatycznie... - Poczułam, że powiedziałam o jedno zdanie za dużo. -  Ach, dlaczego jestem taką idiotką? - skarciłam siebie.
Diego uśmiechnął się pod nosem.
- Musisz bardzo go lubić - droczył się ze mną. 
Gdy tylko usłyszałam jego słowa, głośno zaprzeczałam. Zapomniałam jednak o moim "przypadku", przez co równie głośno czknęłam. Diego spojrzał się prosto w moje oczy, a ja coś zrozumiałam. Musiałam oszaleć. To niemożliwe, że żyjąc z nim tyle czasu w jednym domu nagle coś do niego poczułam. A nawet jeśli, dlaczego akurat w tej chwili wszystko się wyjaśniło? W jego obecności nigdy nie czułam latających motyli w brzuchu, ani specjalnie o nim nie rozmyślałam. Mój mózg musiał sobie coś uroić. Czytałam kiedyś o udawanych ciążach, więc może i istnieją udawane uczucia?
Diego spojrzał się przed siebie.
- Nie, to nie prawda! Wcale go nie lubię! - Znowu czknęłam.
Co jest ze mną nie tak? Przecież jest moim wujkiem! I ma dziewczynę! Tak nie może być. Nie ma mowy. To nie może się zdarzyć, jeśli tak się stanie...

PW Leona
- Słyszałem jakiś czas temu, że zwłoki koło opuszczonej fabryki zostały odnalezione. Chciałbym się dowiedzieć, co się z nimi stało.
Przede mną na krześle siedział policjant w granatowym mundurze. Zanim zjawiłem się w komisariacie, główkował nad stertą dokumentów w pomarańczowej teczce. Jego i mnie dzieliło drewniane biurko w kolorze orzecha. Obok niego siedziało wiele innych policjantów, którzy z daleko wyglądali do siebie bardzo podobnie.
- Proszę chwilę poczekać - poprosił policjant.
Jego ręka skierowała się w stronę granatowego telefonu stacjonarnego. Wybrał numer i podniósł słuchawkę, za która ciągnął się poskręcany, dość długi przewód.
- Co się stało ze zwłokami znalezionymi w fabryce niedaleko La Platy? - zaczął, a następnie chwilę przeczekał -  Ach, rozumiem. Dziękuję.
Spojrzał się na mnie ponownie z obojętnym spojrzeniem. Zgaduję, że niezbyt lubi swoją pracę.
- Zwłoki zostały przeniesione.
- Słucham? - Nie dowierzałem własnym oczom. - Przez kogo?
Jeszcze godzinę temu dowiedziałem się o tym, że mój ojciec nie uciekł z miejsca pożaru - był tam przez cały ten boży czas, a w konsekwencji umarł. Z goryczą przypominam sobie wszystkie te dni bo jego stracie, gdzie moja matka umarła. A teraz, jego zwłoki zostały przeniesione?
- Jakiś członek rodziny przyszedł i się tym zajął.
Przez pierwsze sekundy nie rozumiałem o jakiego członka rodziny chodzi, ale dość szybko pomyślałem o bracie, który prawdopodobnie żyje. Radość z tego jest tak wielka, że odbijał się na moim głosie.
- Rodzina? Można się o niej więcej dowiedzieć? Jakieś dane kontaktowe? Aktualny adres? - pytałem uszczęśliwiony.
Mój przejęty ton głosu musiał go w jakiś sposób zaalarmować, bo zapytał się stanowczo:
- Ale kim pan jest?
- Osoba, która się tym zajęła, to prawdopodobnie mój brat.
W moich snach i marzeniach osobiście wolałbym spotkać się z nim i powiedzieć o łączących nas więzach rodzinnych, ale teraz nie ma na to czasu. Możliwe, że to jedyna szansa na spotkanie się z Federicem.
- Ma pan może jakieś dokumenty potwierdzające?
Jego pytanie trochę zbijało mnie z tropu.
- Ja... - zająknąłem się - byłem adoptowany, więc nie mam takich papierów.
- W takim razie nie mogę udzielić informacji - W jego głosie wyczuwam nutę radości, mimo zachowania kamiennej twarzy. Miałem niemiłe wrażenie, że chce mnie się pozbyć. Postanowiłem nie dać mu za szybko takiej satysfakcji i nadal próbowałem, chcąc przekonać go do siebie.
- Znam imiona wszystkich członków rodziny i ich dawne adresy oraz...
- Przykro mi, ale jeśli nie ma pan dokumentów udowadniających powiązania rodzinne, nic nie możemy panu powiedzieć - przerwał - Jest to informacja poufna i jest zapisana w przepisach.

- Ojcze... Jestem sam na tym świecie. Jedyny, który wie o niesprawiedliwości, jaka spłynęła na naszą rodzinę.
- Ojcze, jednak nie jestem sam. Odpowiedz mi. Czy powinien do niego pójść? Co powinien zrobić, by go spotkać? 

Po wyjściu z komisariatu usłyszałem krótką melodię, która zawiadamia o dostaniu wiadomości. Wyjąłem telefon ze spodni.
"Gratulacje, przeszedł pan pomyślnie podczas rekrutacji. Prosimy o zgłoszenie się do TVP w poniedziałek 30 listopada o 8.00"
Uśmiechnąłem się pod nosem. Szybko ten uśmiech znikł mi jednak z twarzy. Mimo, że przeszedłem, nie poczułem satysfakcji. 
Nie powinien zdradzać sekretu Violetty. 
Nie powinien pozwolić, by złość miała kontrolę nade mną. 
Nie powinien jej składać obietnic. 
Chciałem zostać dziennikarzem z powodu jej matki. Chciałem jej pokazać, jak ja i Violetta wyglądalibyśmy, gdybyśmy zostali dziennikarzami. "Numerze 13, czy jesteś może Pinokiem?" - słowa Dionisia nadal rozbrzmiewały w mojej głowie. Cofnąłem się do tamtej chwili. Oczy Violetty patrzyły na mnie z rozczarowaniem i zdradzeniem. Postanowiłem sobie coś... i... Ale potem usłyszałem głos spikera zawiadamiającego o zwłokach mojego ojca. 
- Jego szkielet został znaleziony kilka dni temu. 
Stworzyłem sobie nowy cel. Życie bez niego było jak piekło. Teraz, chciałem zostać dziennikarzem z powodu ojca. Chciałem opowiedzieć światu o jego niesprawiedliwej historii. I znajdę też Federica, który odkrył twoje ciało. Powodem, dla którego chcę występować w telewizji to nie już Violetta, tylko moja rodzina.