3 lipca 2015

08. Zwycięzca

Sorry za zrobienie z Fede złego charakteru >.< Mogę jednak obiecac, że kiedys tam Leon i on się zakolegują ^^

  - Na spotkaniu rady pedagogicznej postanowiliśmy, ze wybaczymy ci ten występek jeśli wykonasz prace społeczną na rzecz szkoły - czyli umycie wszystkich okien - powiedział nauczyciel - Po tym, to
co się wydarzyło odejdzie w zapomnienie. Jeśli powiększymy problem, szkoła będzie miała złe opinie.
   Nauczyciel usiadł na zielonym fotelu. Po lekcjach chciał, byśmy porozmawiali jeszcze raz w pokoju nauczycielskim.
   - Czemu muszę to zrobić, jeśli nie ukradłem sprawdzianów? - zapytałem, patrząc się w wyłączony ekran komputera. Czemu nauczyciel wierzy w plotki, a nie w szczere zapewnienia ucznia?
   - Wciąż zaprzeczasz, ze tego nie zrobiłeś? - westchnął.
   - Ponieważ ja tego nie zrobiłem - Spojrzałem się na niego - To tylko plotki.
   - Więc - skoro to są plotki - w jaki sposób to udowodnisz?
   Już gdzieś słyszałem to pytanie.

   - Możesz udowodnić, że to są tylko plotki? - spytała kolejny raz dziennikarka.
   - Czemu my mamy wszystko udowadniać?! - zawołał Marco..
    - Czemu ja muszę to udowodnić? - zapytałem się.
    - Ponieważ ciebie dotyczą - odpowiedział nauczyciel.
   Rozejrzałem się po pokoju. Musi być coś, dzięki któremu mógłbym go delikatnie zaszantażować. Koło nas drukowała dokumenty sekretarka. Spojrzała się na mnie przestraszona. Przybliżyłem twarz do nauczyciela.
    - Gdy wyjdę, to rozpowiem uczniom, że pan i pani Cortez macie romans.
    Nauczyciel i sekretarka spojrzeli się na mnie z szeroko otwartymi oczami.
    - C-c-co? - wyjąkał nauczyciel.
    - Ależ my nie mamy romansu! - zawołała pani Cortez.
    - Skoro to są plotki, to czemu pan nie udowodni, że to nie prawda? - zagadnąłem. Szach-mat!
    - A czemu powinien?
    - Bo jest pan tematem tych plotek.
    Postanowiłem zostawić to jak jest i wyjść.
    - Leon, ty mały...

   - Richard Nixon? 
  Wszyscy zastygli na moment. Leon i Federico byli już w finale. Jak na razie przodował ten drugi, ale jeśli jego odpowiedź będzie zła to wygrywa Leon.  
   - To poprawna odpowiedź! - zawołał prezenter.
  Cała nasza klasa oszalała. Każdy podniósł ręce do góry, a Francesca nawet wstała z radości i klaskała w dłonie. Niektórzy nawet odwrócili się do swojego sąsiada z ławki i przytulili go. Wszyscy byli podekscytowani, oprócz mnie. Chciałam wygrany Leona, bo wierzyłam, ze nie ukradł tych sprawdzianów. I kto wie, może by coś mi kupił za pieniądze z wygrany? 
  - Federico, jak się teraz czujesz? - zapytał zgrzany prowadzący.
  Kamera zrobiła przybliżenie na twarz zwycięzcy. 
   - Violetto Castillo! - O nie. - Chcę się z tobą umówić! - Zrobił z rąk serduszko.
 Uczniowie odwrócili się do mnie i mówili, bym się z nim umówiła. Po klasie rozniósł się szum. Francesca powoli usiadła, ale już nie taka podekscytowana. Pewnie musiał złamać jej serce. Spojrzałam się ukradkowo na krzesło Leona i zastanawiałam się, co teraz musi czuć. Wiele razy słyszałam, że brat musi być zazdrosny, gdy jego siostra ma chłopaka. Może nie oddaje idealnie naszej sytuacji, bo rodzeństwem nie jesteśmy. 
  - Ten drań nawet o mnie nie wspomniał - szepnął nauczyciel. 
     
  Przez kilka dni nie mogę opanować czkawki. Próbowałam wstrzymywać oddech, pić szklankę wody za jednym zamachem, a nawet się przestraszyć. Nic nie pomogło. Czuję jednak, że wiem co pomogło by mi w zatrzymaniu jej, ale nie jestem dostatecznie pewna siebie. Zaczynam się bać, ze przez nią mogę się udusić. Nikt jeszcze nie zmarł na czkawkę, prawda? 

   Idąc korytarzem zastałem Violettę przy sali od fizyki. Opierała się o ścianę i co chwila dotykała ręką szyi. Czyżby znowu miała atak czkawki? Zaraz po tym wzięła butelkę z wodą i wypiła pół za jednym zamachem. Odwróciła się i popędziła do środka sali. Zaciekawiony postanowiłem zobaczyć, co zamierza zrobić.
    W środku świętowali oni zwycięstwo Federica. Francesca stała koło niego, trzymając rękami tacę z ozdobionym lukrem tortem. Violetta stanęła przy torcie i zdmuchnęła świeczki, plując przy tym. Wszyscy odsunęli się, zszokowani. Francesca położyła tort na ławce i posłała pytające spojrzenie.
     - Zwariowałaś? - zawołała, poprawiając bluzkę.
     - Violu?  - odezwał się Federico - Co ci jest?
     Ona natomiast uśmiechnęła się promiennie, mówiąc do siebie "Moja czkawka zniknęła". Znowu zaczęła kłamać?
     - Federico - zwróciła się do niego - Nie mogę zaakceptować twojej propozycji na temat randki.
   Ach, o to chodziło. Dlaczego powiedziała to takim uroczystym tonem? Francesca przewróciła oczami. Widoczny był na jej twarzy cień uśmiechu. Federico patrzył z niedowierzaniem.
     - Chce jeszcze - Tym razem słowa kierowała dla innych ludzi tam zgromadzonych - Chcę, byście przeprosili Leona.
      Przeproszenie mnie? Czemu ją to obchodzi? To ja powinien zająć się tą sprawą.
      - Dlaczego powinniśmy go przeprosić? - zaczęła Francesca.
     - Wszyscy rozprzestrzeniacie plotki bez żadnego powodu. Macie jakiś dowód, że Leon ukarał testy?
   - Dowód? - odezwał się Federico - Osoba, która zwykle dostawała niskie oceny nagle ma 100% z testu. Istnieje większy dowód niż ten?
       - To nie dowód, tylko spekulacja - poprawiła Violetta.
      - Ty też to robisz - spekulujesz, że zdobył on wszystkie punkty samodzielnie.
      - Dobra - odparła - Zamiast spekulacji, przyniosę ci dowód. Gdy przyniosę dowód, ty przeprosisz Leona. I jeszcze oddasz mu połowę nagrody.
      Do czego ona drąży? Po uczniach rozległ się ech rozmów.
      - Niby czemu? - zapytała się Francesca.
      - Dobra, zróbmy tak. Ale jeśli nie przyniesiesz dowodu... - urwał chłopak.
      - Co, jeśli nie przyniosę? - zapytała brązowowłosa.
      - Co Leon zawsze powtarza? - zagadnął Federico.
      "Niemożliwe" - pomyślałem. Wiem co mu chodzi po głowie, ale chyba jej... nie uderzy?
      - Uderzę cię 10 razy.
    Został odrzucony przez dziewczynę i chce się na niej zemścić? On tak na serio? Wszyscy otworzyli oczy ze zdziwienia. Federico, gość, który jeszcze niedawno wyznawał jej miłość... mówi, że ją uderzy? To już przesada. Już miałem tam wkroczyć, gdy usłyszałem jej głos.
      - Dobra! Akceptuję zakład - powiedziała odważnie Violetta, powodując zaskoczenie u innych.
     Zatrzymałem się. Co ona wyprawia? Chce pójść do domu z czerwonym policzkiem?
      - Powiedziałeś, że dasz połowę nagrody, jeśli dam ci dowód. Lepiej nie cofaj słów.
      - Ty nie cofaj słów - odpowiedział przez zęby Federico - Nie będę cię traktować jak dziewczynę.
     Violetta czknęła. Ach, ta dziewczyna. Wpędziła siebie w kłopoty tylko dlatego, żeby pozbyć się czkawki i przy okazji oczyścić moje imię? Wszyscy wybuchli śmiechem, a Francesca stała, jakby toczyła wewnętrzną kłótnię.
       - Co do cholery? - szepnęła dziewczyna i wyszła.
   
       Później szukałem Violetty, by zapytać się o co dokładnie jej chodziło. I czemu zgodziła się na takie warunki tego idioty. Znalazłem ją na schodach wyjścia awaryjnego. Co chwilę miała napady czkawki i przyciskała rękę do gardła.
         - Co powinnam zrobić? - pytała się siebie - Naprawdę uderzy mnie 10 razy? - Otoczyła rękami swoje policzki. - Eh, nieważne. Po prostu zostanę uderzona.
         Wyjęła batona z plecaka i zaczęła go jeść. Potem czknęła. Ahh, sprowadza same kłopoty. A ja - jako kochany "wujek" - powinien ją ochronić.
          Odszedłem od niej i usiadłem na ławkę koło boiska. Stamtąd miałem dobry widok na parking. Chciałem wszystko przemyśleć. Co powinien zrobić? Pomóc jej w zebraniu tego wszystkiego. Ale po co jej pieniądze? Jako rekompensata nadwyrężonego policzka? Moje przemyślenia zagłuszył huk. Spojrzałem się na źródło, skąd wychodziło. Przy "nowym" rowerze Violetty stał Federico. Zerwał coś różowego, przewalając rower na trawę. "Co za kretyn. Gdzie on idzie?" - zapytałem się w myślach. Wytężyłem wzrok. Z tego, co zauważyłem, Federico zerwał dzwonek. "Wzruszyłem ramionami. Przecież samochód jej nie przejdzie" - pomyślałem i udałem się w stronę domu.