29 lipca 2015

20. Wyobraźnia



        Stanąłem prosto przed nim.
- Masz brudny nos - skłamałem - A zaraz zacznie się test.
Ocknął się i przestał uśmiechać.
- Cieknie mi? - zapytał, wyjmując chusteczkę.
Nic nie odpowiedziałem. Dotknął ją swojego nosa i mi podziękował.
- Kandydaci - usłyszeliśmy głos Gregoria -  Stańcie przed mikrofonami w takiej kolejności, jakiej przypisano wam numery.
To znaczy, że jestem pierwszy. Podszedłem do podestu po mojej lewej stronie. Don Juan już się zmył. Miał ostatnie miejsce, tuż po Violettcie. Skoro jest bogaty, to sobie to załatwił? Tak czy siak, ma szczęście. Może powtórzyć i połączyć fakty wcześniejszych kandydatów i wypaść najlepiej.
- Nie mogłeś się chociaż ogolić? - szepnął do szefa Gregorio.
- Przynajmniej włożył garnitur... - wymamrotał Dionisio - I tak dużo zrobił, odpuść mu.
To prawda. Szef stacji co prawda nie wyglądał na zaniedbanego, ale według wcześniejszych kandydatów jego zachowanie ma wiele do życzenia. Nie należał do osób wrednych i sadystycznych (czysty Gregorio!), ale nawet dla swoich pupilków był bardzo wymagający. Niemniej jednak była szczególna cecha w Pablu, której każdy mu zazdrościł - nie zwracał najmniejszej uwagi na docinki lub bezpodstawną krytykę. Potrafił robić to, co uważa za rozsądne wbrew wszystkim. Jak i teraz, nic nie robił sobie z uwag Gregoria, tylko wyłożył wszystkie dokumenty na stół. Wcześniej nie podniósł głowy w naszym kierunku od chwili gdy tu weszliśmy, więc nie miałem okazji go zobaczyć dokładnie. Ja kilku chwilach spojrzał się na nas, mnie na szczęście omijając wzrokiem. Patrząc na jego twarz, przypomniałem sobie, ze kiedyś już go spotkałem... 
- Myślisz, że telewizja to żart? - zapytał, patrząc się na mnie.

* * *
- Wolałbym umrzeć niż być tu ponownie.
Złapałem szybko za mikrofon i schowałem twarz, by mnie nie zobaczył. "Czy mnie pamięta? Co sobie o mnie pomyśli?" - zadawałem sobie w duchu te pytania.
- Zaraz chybia zwariuję... Czemu ze wszystkich ludzi... - szepnąłem do siebie.
Nagle na równe nogi stał Gregorio ze swoja śmieszną peruką. Przez minute użerał się z mikrofonem, który nie chciał się włączyć
- Miło mi was poznać - powiedział w końcu - Jestem głównym dziennikarzem Gregorio Casal. Ten test pokażę wasze umiejętności przed kamerą. Obejrzycie krótki filmik, do którego stworzycie reportaż.
Ciemnoskóry mężczyzna obok blondwłosej dziewczyny podniósł niepewnie rękę.
- Każdy z nas będzie miał ten sam filmik? - zapytał się.
- Zgadza się - odpowiedział Pablo, przeglądając jeden z dokumentów.

- Wtedy pierwsza osoba będzie na straconej pozycji - szepnęłam, wychylając się spod obiektywu - Każda następna osoba będzie mogła poprawić swój reportaż o błędy wcześniejszego przeciwnika.
- Zobaczymy -  machnął lekceważąco ręką. - Nie widzę tego w ten sposób. To nie będzie wada.
- Tak uważasz? - Przeniosłam z powrotem wzrok na telewizor.

            - Dobrze, więc zacznijmy od numeru 368. Jesteś gotowy?
            Szef stacji spojrzał się na mnie intensywnie. Miałem wrażenie, że mnie sobie przypomniał. Mogłem wtedy przysiąść, że pomyślał o mnie jako o hipokrycie - naszczekał na dziennikarzy, a teraz sam się nim stał.
             - Tak, to ja, numer 368. Mogę już zaczynać.
            Odwróciłem się spokojnie w stronę telewizora. Filmik przedstawiał podwórze, na którym stał granatowy samochód. Przed nim siedział rudy, ogromny kot, a kolo niego rozłożyste drzewo.
            - W środku dnia, pies i ptak walczą ze sobą przed domem. Gdy tylko ptak wznosi się w powietrze i ponownie atakuje kota, kot cofa się i wygląda na zaskoczonego... ptak nie przestaje atakować kota... jednak kot czeka tylko na doskonała okazję i w mgnieniu oka łapie ptaka...walka między kotem a zwycięstwem kota trwała 30 sekund i zakończyła się wygraną kota...
            Spojrzałem się niepewnie na jury. Skrzętnie zapisywali każdy mój błąd, przez co czułem, że nie wypadłem najlepiej. Odnosiłem wrażenie, że mój reportaż był taki blady i... zwykły.
- To trochę wyblakłe - wtrąciłam cicho, by nikt nie usłyszał - Opisał jedynie sytuację.
- Zobaczymy - powtórzył - Nie widzę tego w taki sposób.

- Następny - mruknął Gregorio.
Blondynka westchnęła głęboko. Wyglądała na z lekka zestresowaną, ale przez pełny makijaż dawała wrażenie niestrachliwej i zrelaksowanej.
- Jestem kandydatką o numerze 114. Będę zaczynać - odparła szybko.
Spojrzała w telewizor.
- Nadleciał ptak i rozpoczął atak na kota, nie zwracając uwagi na to, że kot jest jego naturalnym wrogiem - ciągnęła, uważnie patrząc na każda scenę - Kot spokojnie tolerował ataki, ale gdy nie mógł ich dłużej znosić, ptak został pożywieniem dla kota. To był koniec ptaka, tak jak mówi przysłowie "Ciasno w głowie, przestronno w gębie".
Jej reportaż był o wiele lepszy niż mój. Byłem przekonany, że na pewno przejdzie dalej.

- Była lepsza. Ma miły głos i jeszcze przytoczyła powiedzenie.
- Zobaczymy. Nie widzę tego w taki sposób.

- Następny.
Ciemnoskóry chłopak ubrany w czarny garnitur uniósł rękę.
- Jestem kandydatem 92. Już zacznę.
Tak jak poprzedniczka, zmierzył się twarzą twarz w filmikiem. Wyglądał na najbardziej pewnego siebie ze wszystkich zgromadzonych.
- Ptak atakuje kota. Powodem, dla którego ptak atakuje swojego naturalnego wroga, kota ryzykując swoje życie jest gniazdo, które znajduje się w pobliżu. Aby ocalić swoje pisklęta, matka desperacko atakuje kota. Niestety, kończy jako pożywienie dla kota. To wszystko - zakończył dumnie.
Blondynka spojrzała się na chłopaka z rezerwą. Też pomyślała, że jego reportaż był lepszy nawet od jej samej. Nikt wcześniej nie wpadł na pomysł przyczyny ataku, ale nigdzie nie zauważyłem gniazda. Dał Violettcie sporą wskazówkę. Mogłaby połączyć wszystkie wcześniej wspomniane fakty i wypaść jako jedna z najlepszych.

- Wow, gniazdo - szepnęłam z podziwem - To musiało być gniazdo. Jest niezły.
- Zobaczymy - uciął - Nie widzę tego w taki sposób.
Posłałam mu spojrzenie zgorszenia.
- Za to ja tak widzę. Kandydatka o numerze 13 ma szczęście. Tamten chłopak dal jej wielką podpowiedź. To będzie proste.
- Zobaczymy, czy skorzysta z niej czy nie. Poczekamy.
      
Spojrzałem odruchowo w lewą stronę, gdzie stała Violetta. Wyglądała na bardzo przestraszoną i nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Patrzyła się z przerażeniem w oczach na komisję, która zdawała się być bardzo pogrążona w myślach. Nie skończyli pisać, a szef mruknął coś, lekko kiwając głową. Don Juan też zauważył stres Violetty, bo znowu głośno kichnął. I tym razem przyciągnął na siebie uwagę komisji i kandydatów. Dał jej czas na ocknięcie się. Czemu to zrobił i pomaga swojemu wrogowi?
- Przepraszam - Lekko pochylił głowę do przodu w przepraszającym geście.
Violetta odwróciła od niego głowę, wyraźnie zaskoczona nagłą reakcją bruneta.
- Jestem kandydatką z numerem 13. Zacznę - odparła po chwili,  zyskując trochę pewności siebie.
Przełknęła ślinę i odwróciła się w stronę telewizora. "Wierzę w ciebie" - pomyślałem z lekką obawą. Musi się jej udać. Nie ma innego sposobu. Nie chcę pracować tu sam - dziennikarstwo to jej marzenie, a ja się tu znalazłem ze względu na nią.
- W środku dnia przed posesją ptak zaatakował plecy kota. Kot, wyraźnie zdziwiony, został atakowany jeszcze kilka razy, aż w końcu złapał ptaka w powietrzu...
Violetta zacisnęła powieki i pochyliła głowę do przodu, by nikt nie mógł zobaczyć jej twarzy. Czemu nie wykorzystała reportaży wcześniejszych mówców? Miała je podane jak na tacy.

- Co z nią? - wymamrotałam zaskoczona - Czemu nie skorzystała z podpowiedzi?
- Zobaczymy. Może pomyślała, że są one złe.

- Czemu masz taki wyraz twarzy? - zapytał się Pablo, patrząc na nią z zainteresowaniem.
Uniosła wolno głowę.
- Ponieważ myślę, że nie zdałam tego testu - odpowiedziała szczerze.
- Czemu tak myślisz? - zaczął drążyć temat redaktor.
Violetta spojrzała się ukradkiem na chłopaka po jej lewej stronie.
- Ponieważ reportaż kandydata 92 był najlepszy.
- Czemu więc nie poszłaś w jego ślady?
- Chciałam, ale... - urwała nagle - nie mogłam - dokończyła.
- Dlaczego? - Tym razem padło pytanie głównego dziennikarza, Gregoria.
Rzuciłem w stronę szatynki nerwowe spojrzenie. "Nie, jeszcze nie teraz... nie mów tego... " - myślałem. Pablo popatrzył się na nią wyczekująco, a po kilku sekundach odpowiedziała:
- Bo nie mogę kłamać - wyjąkała.
- Czemu nie możesz? - zapytał główny redaktor Dionisio.
- Ponieważ jestem...
- ... reporterem - dokończyliśmy chórem z Donem Juanem.
Rzuciliśmy sobie krótkie spojrzenia. Coś mi tu nie pasuje. Czemu znowu jej pomaga? Violetta mu się podoba? Nie wygląda na faceta, który umie zaopiekować się kimkolwiek - raczej na kogoś, dla którego zasady nie istnieją, a imprezy jak najbardziej. Nie potrafiłby się nią zając.
- Uważam, że reporter nie powinien kłamać w swoich reportażach - wyjaśniłem.
- Mówisz, że reportaż kandydata 92 jest nieprawdziwy? - zapytał Pablo.
- Tak - zgodziłem się. Chłopak rzucił mi wściekłe spojrzenie. - Patrząc na ten fragment, nie możemy ustalić czy kot jest spokojny, czy ptak nieustraszony - Blondynka uniosła swój wzrok. - Nie możemy ustalić, czy chodziło o gniazdo; nie wiemy, czy ptak chronił tylko swoje pisklęta.
Szatynka z blond końcówkami uśmiechnęła się leciutko, a potem dokończyła:
- Oczywiście, reportaż osoby przede mną był przekonujący i dobrze się go słuchało, ale jako reporter powinno się bazować na faktach.
- Nawet, jeśli przez to stacja telewizyjna będzie miała problemy? - zagadnął Dionisio.
- Huh? - Spojrzała się na ziemię - Tak...
Jej przyszłość w stacji stała pod znakiem zapytania. Kto chciałby wziąć pod swoje skrzydła niewdzięcznika, który psułby opinię agencji?
- Rozumiem, kandydat numer 10 - przerwał Pablo.
- Nie zrobię tego reportażu.
Wszyscy odwróciliśmy ze zdziwieniem oczy. Co on wyprawia?
- Tak jak powiedziała kandydatka z numerem 13, na podstawie tego fragmentu można tylko spekulować. Nie jest on wart reportażu, więc go nie zrobię. Ja, tak samo jak 13, myślę że lepiej przysporzyć stacji problemów, niż zrobić fałszywy reportaż.
Uśmiechnął się w kierunku Violetty.
  
- Co za idiota - szturchnęłam ramieniem żebro mojego przyjaciela.
- Zobaczymy. Ja...
 - Wiem wiem - przerwałam -  Powiesz "nie widzę tego w taki sposób".
- Nie, to prawda. Jest największym idiotą wśród idiotów.

Przed sobą miałem już przedostatni test do sprawdzenia. Wszystkie inne leżały już na stosie tuż obok mnie.
- Jeśli wybiorę co drugiego, to będzie dobrze? - zagadnął nagle Gregorio, uzupełniając swoja kartkę.
- Tak - mruknąłem.
- Było dużo mądrych dzieciaków. Skoro to anonimowy test i nic o nich nie wiemy, to trochę frustrujące - wtrącił Dionisio.
- Dyrektor personalny powiedział mi, że jeden z nich jest taksówkarzem - pochwalił się główny dziennikarz.
Wymienił spojrzenia z redaktorem.
- Też to słyszałem. Powiedział mi również, że mamy też jednego psychofana i syna domu towarowego, więc bogacza - wtrąciłem się.
- Psychofana? - powtórzył główny dziennikarz - Dzieciak, który prześladuje celebrytów?
- Tak - pokiwał głową redaktor.
- Kto to?
- Nie wiemy, to anonimowy test - przypomniałem.
- Będziemy w stanie ich odrzucić? Może zostali już wyeliminowani?
Usłyszeliśmy ciche pukanie do szyby. Gregorio odwrócił głowę mimowolnie do tylu, skąd dochodził hałas. Wzdrygnął.
- Co to? - wymamrotał trochę przestraszony.
Odwróciliśmy się. Do przyciemnianej szyby przylgnęła jakaś dziewczyna. Nie widzieliśmy jej twarzy, bo miała ją zasłonięta długimi, jasnymi włosami.
- Mamy kolejną osobę, która robi to samo - mruknął Dionisio, wracając do sprawdzania testu.
- Ktoś robił to wcześniej? - zapytał ze strachem Gregorio.
- Siedzi obok mnie.
Kiwnął w moja stronę i uśmiechnął się pod nosem. Naprawdę będzie to nadal rozpamiętywać?
- To pewnie ona jest tą psychofanką.
- Chciałbym, by to była jej reporterska zaleta - powiedziałem. 

Kucnęliśmy oparci o zimną, beżową ścianę. ścianę. Za rogiem, w małej kafejce siedzieli i rozmawiali inni kandydaci. Nie usiedliśmy tam, bo chcieliśmy trochę spokoju. Koło nich znajdowało się ogromne pomieszczenie z przyciemnianą szybą, gdzie sprawdzano podliczano nasze punkty z testu kamery i gdzie ma się rozegrać debata. Na przesłuchania przyszło bardzo dużo osób, o wiele więcej niż do TVP. Trwaliśmy tak już kilka minut, nie odzywając się do siebie. Położyłam dłonie na mojej głowie i przeczesałam paznokciami włosy ze stresu.
- Zawiodłam, prawda? - mruknęłam.
- Zapewne - westchnął.
Oparłam podbródek o dłonie. 
- To co wtedy zrobimy? A jeśli ty też odpadłeś przez ze mnie?
- Co masz na myśli? Jeśli jednej osobie się uda, to lepiej byśmy obydwoje odpadli.
- To nie tak - nie zgodziłam się -  Lepiej, żeby chociaż jedno z nas przeszło.
Odwrócił głowę w moja stronę i rzucił mi poważne spojrzenie.
- Czy to będziesz ty, czy ja? Mówisz, że wszystko będzie dobrze, gdy ty przejdziesz, a ja odpadnę?
- Co? Nie.. To jest... - tłumaczyłam się, ale wiedziałam, że nie mam szans. Jestem Pinokiem, nie umiem kłamać.
Szybko się podniosłam w ucieczce, ale ręka Leona uniemożliwiła mi przejście. 
- Powiedz. To jak? - nalegał. 
          Chciałam już pobiegnąć w druga stronę, ale Leon zrobił to samo co wcześniej. Jestem w potrzasku.
- Tylko popatrz na siebie - ciągnął - to musi być prawda.
- Huh? Niee, najlepiej było by, gdybyśmy obydwoje przeszli... A jeśli nie, to dobrze by było, gdyby chociaż jedno z nas przeszło... - powiedziałam, powoli osuwając się na dól.
Kucnął naprzeciw mnie. Westchnął głęboko i opuścił jedną rękę.
- Nie dla mnie - powiedział - Jeśli nie przejdziemy razem, to nie będzie miało sensu. Jeśli odpadniesz, to zrezygnuję.
- Nie rób tego - zaprotestowałam. Po co marnować taką szansę? - Powinieneś zostać. Szkoda rezygnować.
Poczułam dziwne ciepło.
- Nie jest ci gorąco? Czy tylko mi tak jest? - Powachlowałam się ręką.
           Leon tylko się obejrzał za róg, czy przypadkiem nie ma już wyników. Jestem pewna, że nie przejdę. Tym razem ojciec mnie zabije. Już 25 razy próbuję szczęścia w dziennikarstwie - niestety, jak dotąd mam pecha. Zmusi mnie do pracy w supermarkecie, czy gdzieś. Pakowanie ludziom warzyw w torebki nie jest moim powołaniem, ale musiałabym jakoś zarabiać.
           - Ogłoszono wyniki testu!!! - Ktoś krzyknął.
          Wstaliśmy na równe nogi. Kilka metrów od nas stał zielonooki, który mi pomagał podczas testu kamery. Naprawdę doceniałam jego wysiłek, ale denerwował mnie swoim zachowaniem. Wyglądał na bogatego, bo miał na sobie garnitur z drogiego materiału i lakierowane buty z prawdziwej skóry. Włosy miał zwykłe - krótkie i kręcone, ale nadały mu nieco średniowiecznego wyglądu, jakby się urwał z Romea i Julii Szekspira
- Gdzie, gdzie, gdzie??? 
Wbiegła nagle blondynka, która jeszcze godzinę temu mówiła, że się kiedyś poznaliśmy.  Z tonu jej głosu wywnioskowałam, że musiała być bardzo zdesperowana i nerwowa;  widziałam nawet, jak podsłuchiwała zza przyciemnianej szyby. Pobiegliśmy wszyscy korytarzem ( z blondyna na czele), gdzie stał czarnowłosy. Przy automacie z napojami wisiała na ścianie cyfrowa tablica i numerami kandydatów, którzy przeszli test. 6, 24. 89, 114, 92, 368 i mój, 13. Uśmiechnęłam z ulgą.

- Halo? Leon? Jak poszło?
Oderwałem się na chwilę od kuchni i poszedłem do mojego ojca, Antonia. Siedział on na beżowej kanapie w salonie, rozwiązując krzyżówki, dopóki Leon nie zadzwonił.
- Zdaliście? Oboje? Jestem z was taki dumny! Ciężko pracowaliście. Kiedy jest ostatni test? Debata? To po raz ostatni, daj z siebie wszystko.
Pokiwał kilka razy głową. Cały czas się uśmiechając, odłożył telefon na miejsce.
- Synu! - zwrócił się do mnie - Leon i Violetta zdali test pisemny! O rany, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wujek i bratanica będą razem w telewizji i pracować w jednej firmie!
W jednej firmie? Czy nie wystarcza im, że musza widzieć się codziennie w domu?
Nagle zauważyłem dwójkę ludzi wychodzących z pokoju Violetty. Byli ubrani bardzo elegancko, jakby umówili się z kimś na firmową rozmowę lub spotkanie. Kobieta była ubrana w zwykłą, czarną sukienkę i własnie szła w kierunku drzwi. Mężczyzna z włosami w kolorze zimnego brązu zbliżył się do blatu kuchennego, na którym leżał tost.
- Hej, musisz zjeść śniadanie przed wyjściem do pracy - powiedział.
Poznaję ten głos. Leon?
Podniósł kromkę, odwrócił się w kierunku kobiety, która zakładała czarne buty na obcasie. Podszedł do niej i wręczył jej kawałek bułki. Zobaczyłem jej twarz przez ramię Leona. To była moja córka, Violetta. Uśmiechnęła się do Leona, wskazując na jego krawat wolną ręką.
- Dzięki. Dlaczego twój krawat jest taki poplątany? - zapytała,
Włożyła tosta do ust, a on oblizał palce. "Co się tu do cholery dzieje?!" - pomyślałem, ale pozostałem cicho, by zobaczyć, jak sprawy dalej się potoczą. Violetta zatrzymała dłonie na jedwabnym, srebrnym kawałku materiału. Chłopak patrzył się głęboko w jej oczy, co jakiś czas się uśmiechając. 
- Nie wiem - przyznał - Wiązanie krawata jest dla mnie najtrudniejsze.
Dziewczyna zatrzepotała rzęsami, a Leon pochylił się do przodu. Ugryzł drugi kawałek tosta, przez co prawie dotknęli się ustami.
- Tragiczne! - zawołałem, odpowiadając Leonowi - Jeśli to takie trudne, to go zdejmij!
W złości podniosłem kapcia i trafiłem w nich, by wreszcie odkleili się od siebie. Oczekiwałem wysokiego krzyku mojej córki, ale zamiast niego usłyszałem ochrypły głos.
- Co się dzieje?!
Otworzyłem szeroko oczy. Obraz mojej córki i Leona nagle się rozmył, a zamiast tego widziałem swojego tatę dostający kapciem w głowę.